
W tenisie, sporcie z definicji samotnym, Iga Świątek nigdy nie jest sama. Nawet wtedy, gdy gra toczy się o jej własne włosy.
Jest taka scena w serialu Break Point Netflixa, która dla wielu stała się wizualną definicją problemu, z jakim zmaga się najlepsza polska tenisistka. Iga siedzi na fotelu fryzjerskim. To rzadka chwila intymności, moment „poza kortem”. Fryzjerka pyta o długość cięcia. Iga się waha, ale zanim podejmie decyzję, z drugiego planu dobiega głos Darii Abramowicz: „Musimy się upewnić, że będzie mogła je związać”. Wtedy następuje coś, co w psychologii nazywa się aktem oporu – Iga rzuca ostro: „Nie będę włosów podporządkowywać pod tenisa. Wszystko inne będę”. Kamera rejestruje uśmiech psycholożki. Uśmiech kogoś, kto wie, że to tylko drobne, nieznaczące powstanie w okupowanym państwie.
Przez lata relacja Świątek-Abramowicz była przedstawiana jako wzór. Nowoczesny model, w którym „głowa” jest tak samo ważna jak forhend. Dziś, w 2026 roku, po karuzeli trenerskiej, odejściu Tomasza Wiktorowskiego i zgrzytach we współpracy z Wimem Fissette’em, ten model przypomina bardziej toksyczną symbiozę niż profesjonalny układ. Argumenty za tym, że Daria Abramowicz powinna opuścić boks Igi, przestały być domeną internetowych trolli, a stały się przedmiotem troski ekspertów, byłych trenerów i psychologów sportu.
Czy twórczyni sukcesu Igi stała się jej największym hamulcem?
Grzech pierworodny: Dwie role w jednym ciele
W psychologii etyka zawodowa stawia sprawę jasno: nie można łączyć ról. Nie można być terapeutą i przyjacielem, szefem i powiernikiem. Kodeks Etyczny Psychologa Polskiego Towarzystwa Psychologicznego w punkcie o „podwójnych relacjach” ostrzega przed sytuacjami, które zmniejszają obiektywizm profesjonalisty.
Tymczasem Daria Abramowicz w życiu Igi Świątek jest kimś więcej niż psychologiem sportowym. Jest mentorką, starszą siostrą, menedżerką kryzysową, towarzyszką wakacji i cieniem. Widzimy to na każdym kroku: identyczne stroje na treningach, wspólne kolacje, wspólne wyjazdy „odstresowujące”. W świecie tenisa to ewenement. Psychologowie największych – Djokovicia, Sabalenki czy Alcaraza – pracują w cieniu. Pojawiają się na sesjach, a potem znikają, by dać zawodnikowi przestrzeń.
Jakub B. Bączek, znany psycholog sportu i trener mentalny, w jednej z medialnych dyskusji postawił sprawę jasno: „Kiedy psycholożka jest na pierwszym planie dyskusji, coś zdecydowanie jest nie tak”. Jego zdaniem celem pracy mentalnej jest uniezależnienie zawodnika. „Praca trenera mentalnego kończy się w szatni. Na boisku zawodnik musi być samodzielny” – podkreślał. W przypadku Igi proces ten wydaje się odwrócony: im jest starsza, tym bardziej zdaje się polegać na obecności Abramowicz w swoim polu widzenia.
Architektura izolacji
Lech Sidor, były tenisista i komentator Eurosportu, wielokrotnie zwracał uwagę na hermetyczność sztabu Świątek, używając mocnych słów. W 2024 roku, komentując dynamikę w zespole, stwierdził wprost: „Wiem, że świat psychologii sportu jest trochę zadziwiony, że ta Daria jest wszędzie z nią. Że ona pracuje 24/7, że jest trochę zatarta granica między profesjonalizmem a prywatą”. Sidor posunął się nawet do stwierdzenia, że z zewnątrz wygląda to na pewien rodzaj „ubezwłasnowolnienia”.
Ta wszechobecność ma swoją cenę: izolację. Iga Świątek, choć jest globalną gwiazdą, funkcjonuje w bańce. Każda osoba wchodząca do tego układu – nowy trener, sparingpartner, a nawet fizjoterapeuta – musi zaakceptować fakt, że Daria Abramowicz jest „gatekeeperem” (odźwiernym).
Odejście Tomasza Wiktorowskiego pod koniec 2024 roku było papierkiem lakmusowym tej sytuacji. Choć oficjalne komunikaty mówiły o „wypaleniu formuły”, w kuluarach huczało. Marcin Piątek na łamach „Polityki” pisał, że Abramowicz wchodziła w kompetencje szkoleniowe, co dla trenera klasy Wiktorowskiego było nie do zaakceptowania. Żaden autorytarny szkoleniowiec nie pozwoli, by psycholog decydował o obciążeniach treningowych czy taktyce, argumentując to „stanem emocjonalnym” zawodniczki.
Kiedy w lutym 2025 roku, po przegranym meczu w Dubaju, Iga nie podała ręki swojemu ówczesnemu trenerowi Wimowi Fissette’owi, Jan Tomaszewski grzmiał w mediach: „Tak być nie może”. Ale to zachowanie było objawem głębszego problemu: chaosu decyzyjnego. Kogo słucha zawodniczka w momencie kryzysu? Trenera, który każe zmienić rotację, czy psycholożki, która siedzi obok i gestykuluje?
Pułapka przeniesienia
W psychoterapii istnieje pojęcie „przeniesienia”. Pacjent zaczyna projektować na terapeutę uczucia, jakie żywił do ważnych osób ze swojej przeszłości (np. rodziców). Jeśli terapeuta nie postawi granicy, tworzy się relacja uzależnieniowa. Iga Świątek zaczęła współpracę z Abramowicz jako nastolatka. Dziś jest dorosłą kobietą, ale dynamika relacji zdaje się zamrożona w fazie „opiekun – podopieczny”.
To rodzi niebezpieczeństwo, o którym mówił Jakub Rzeźnicki, były piłkarz, który współpracował z Abramowicz w kadrze. W wywiadzie z października 2024 roku rzucił on szokujące oskarżenie, nazywając psycholożkę „fałszywą kobietą” i zarzucając jej łamanie tajemnicy zawodowej. Twierdził, że informacje przekazywane jej w zaufaniu trafiały do innych osób. Jeśli taka dynamika – zarządzanie informacją i emocjami – występuje w sztabie Igi, wyjaśniałoby to rotację ludzi wokół niej i stałość tylko jednego elementu: Darii.
Francuskie media nie bawią się w eufemizmy, pisząc wprost, że relacja ta „wykracza poza typową dynamikę”. Dla zagranicznych obserwatorów widok psychologa, który niemal fizycznie osłania zawodniczkę przed światem, nosi jej torby i kontroluje wywiady, jest niezrozumiały. W tenisie na tym poziomie buduje się autonomię. Carlos Alcaraz patrzy w stronę boksu po wsparcie taktyczne, ale emocjonalnie jest suwerenny. Iga zdaje się szukać w oczach Darii potwierdzenia każdej decyzji.
Syndrom odciętej pępowiny
Dlaczego Iga powinna zakończyć tę współpracę? Nie dlatego, że Daria Abramowicz jest słabym psychologiem. Jej zasługi dla polskiego tenisa są niepodważalne – pomogła Idze wejść na szczyt. Powinna odejść właśnie dlatego, że ten etap się zakończył.
W rozwoju człowieka przychodzi moment, w którym trzeba opuścić dom rodzinny. Metaforycznie: Iga wciąż w nim mieszka. Aby stać się nie tylko wielką tenisistką (którą już jest), ale dojrzałą liderką własnego życia, musi skonfrontować się ze światem bez bufora bezpieczeństwa, jakim jest Abramowicz. Musi sama zdecydować o fryzurze, sama poradzić sobie z kryzysem w trzecim secie i sama dobierać ludzi, którym ufa.
Kontynuowanie tej relacji w obecnej formie grozi tym, co w sporcie najgorsze: wypaleniem wynikającym nie z wysiłku fizycznego, ale z emocjonalnej duszności. Jak pisał Sidor: „Wszyscy są na swoich miejscach, ale nikt nie chciał słuchać Świątek”. Może nadszedł czas, by Iga przestała słuchać Darii, a zaczęła słuchać siebie. Nawet jeśli oznacza to bolesne rozstanie.
STUDIUM PRZYPADKU
Dubaj 2025: Gest, który powiedział wszystko
W lutym 2025 roku, podczas turnieju w Dubaju, kamery uchwyciły moment, który wstrząsnął środowiskiem tenisowym. Po bolesnej porażce z Mirrą Andriejewą, Iga Świątek zeszła z kortu, omijając wzrokiem i dłonią Wima Fissette’a, swojego trenera. W tym samym czasie jej wzrok powędrował instynktownie w stronę Darii Abramowicz. To nie był tylko brak kultury, jak ocenili niektórzy komentatorzy. To był objaw strukturalnego błędu w systemie operacyjnym „Team Świątek”. Trener był ciałem obcym, intruzem w hermetycznym układzie dwojga. Ta sytuacja pokazała, że w obecnej konfiguracji żaden szkoleniowiec nie zbuduje z Igą autentycznej, partnerskiej relacji, bo miejsce „partnera” jest już zajęte.